AUTOR:
Eda Ostrowska
TYTUŁ:
Oto stoję w deszczu ciała
WYDAWNICTWO:
Jirafa Roja
LICZBA
STRON: 151
OCENA:
8/10
„Czuję się pusta,
głębinowa, dudnię i nie widzę innego porozumienia między mną a
światem jak poprzez metal i pragnienie chwili. Zaciskam oczy,
trzymam się kurczowo zrudziałego kota, sprzęty, lalki, szpilki,
sondy cisną do porów mojego ciała, zagłuszają szum drzew w
latrynie aorty. Odgłosy rosną, wyzwalają z kolorów, kształtów,
poręczy i funkcjonują jako pionowa woda. Jestem z drewna i bodźca,
a świat pulsuje okrutny i agresywny, umrę i słowo szumieć będzie
pastelowo”*.
Jak opowiedzieć o
świecie, który przysłania raz po raz granatowy kontur drzew i
sznur noszony w lewej kieszeni (do skorzystania w odpowiednim
momencie)? Skoro nad bilans zysków kładzie się pragnienie ucieczki
do szpitala psychiatrycznego, rzeczywistość to tylko pretekst do
projekcji siebie. Eda ma dwadzieścia lat i opowiada siebie w
słowach, zawieszona pomiędzy bolesnym byciem i strachem kuszącego
niebycia.

