Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztukater. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sztukater. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 grudnia 2013

A. Kłos, Całkowity koszt wszystkiego




„Mój samochód miał taki sen, że mieliśmy wypadek i on nie mógł mi pomóc. Przewróciliśmy się po prostu i on został ranny. (…) Wóz nie został ranny tak na poważnie, ale leciała mu krew. Więc ja zaczęłam płakać. (…) Od jakiegoś czasu podróżujemy razem i bardzo się z zżyliśmy przez wspólne siedzenie. Nie porzuca się przyjaciół tak łatwo. (…) Zjawili się jacyś ludzie, którzy zamiast nam pomóc, zepchnęli nas jak szmaty na pobocze. (…) Mówię mu już po obudzeniu, nie martw się, ludzie bywają dobry. Ale kto w to uwierzy? Zwłaszcza jak przeżył taką symboliczną śmierć”*.






O demaskowaniu absurdów społecznych współczesności było już sporo w literaturze.”Całkowity koszt wszystkiego” to takie małe pudełko koszmarów codzienności. Ta rozciąga się jednak całkiem swobodnie na rzeczywistość zewnętrzną i wewnętrzną; sny zmieszane z jawą, jawa drażniąca bardziej niż niejedna mara, jeśli podmiot to tylko porzucający klasyczne role i funkcje społeczne. Szukający, czy tylko rejestrujący?

Zacznijmy od tego, że rządzą tu scenki rodzajowe. „Całkowity koszt wszystkiego” to zbiór kilkudziesięciu opowiadań w stylu nieograniczanym tabu językowym i kulturowym. Czytelnik może spodziewać się paru „kurew” i „kutasów”, lesbijskiej miłości i kilku głębszych na dobry sen. („Odchyliłam kołdrę, żeby zobaczyć, jakie ma nogi i zdębiałam. Miałam na sobie białe bokserki, a między nogami kutasa. O kurcze, pomyślałam, tym razem przegięłam”**). Nie ma to rzecz jasna szokować (tak jakby w literaturze mogłoby coś jeszcze nas zaskoczyć), ale zrywać z resztkami intymności, dopełniać studia dosłowności w wyrażaniu emocji. Absurd sytuacji kontra szaleństwo nocy.

Dalej to już tylko obsesja patrzenia i odwracania widoku. Kłos skraca drogę od zdarzenia do zapisu, proza pozbawiona diakrytyki, zapisywana w tramwaju na kawałku starej gazety, dzieje się tu i teraz, podkręca tempo świata, upodabnia literaturę do obiektywu aparatu. Brak tu patosu, a więc i szumnej mitologii samej siebie. Podmiot występujący przeciw rolom kobiecym/męskim i tożsamościowy rozgardiasz będzie kojarzony z uwikłaniem w płeć, choć u Kłos brak litanii gorzkich żali przeciwko patriarchatowi. Bliżej tu do poszukiwania w otoczeniu karykaturalnie wyolbrzymionych kobieco-męskich masek i póz. Szukania głosu dla bolączek „polaczków”, dresów spod sklepu, czy Żyda z Birkenau.

„Jak byłam mała, ćwiczyłam mięśnie z prawdziwymi kulturystami. (...)Romek powiedział, włącz woksa , sobie poćwiczymy i usiedli. (…) Stanęłam na krzesełku, a romek powiedział,więc wziąłem ci ją w tej altance, wiesz w której, na stojąco. Nie było jak usiąść, jej ojciec ma tam grabie. Anetka się paliła, ta suka, bracie. Włącz tego woksa. A ja wciąż słuchałam”**.

Na to wszystko kładzie się opowiadanie (świata i siebie), powtarzanie i oswajanie. Opowiadanie bajek na nocne lęki, przegadywanie rzeczywistości i snów. Język jako zawór bezpieczeństwa, bo rzeczywistość nocna i dzienna okazuje się jednakowo koszmarna. Pozostaje wpisać się w ten komiksowy klimat, a żywa narracja Kłos, choć niczego w świecie nie zmienia, rejestruje jego wycinek. Bez przegadania, dosadnie i niezmiennie absurdalnie.

*A. Kłos, Mój samochód, [w:] tejże, Całkowity koszt wszystkiego, Wrocław 2009
**A. Kłos, Kutas, [w:] tejże, Całkowity koszt wszystkiego, Wrocław 2009
**A. Kłos, Altanka, [w:] tejże, Całkowity koszt wszystkiego, Wrocław 2009

Za książkę dziękuję wydawnictwu 
 i portalowi 


czwartek, 26 grudnia 2013

S. Szczepańska, Płaski koń

„Dawno donikąd nie jechałem. Może dlatego, że miałem dokąd pójść. Ale nie miałem gdzie zostać. Nie interesują mnie już wasze historie. Szukam pomówienia z kimś, kto ma oczy, uszy, myśli, usta, czucie. Kto wie, gdzie się zaczyna i kończy, gdzie jego trwanie jest mgliste, a gdzie wyraźne. Szukam pomówienia, bo daleki już jestem od posłuchania”*.

Proza (poetycka?) Szczepańskiej mieści się w Pomiędzy. Między fabułą i resztkami sennych majaków siłą napędową świata staje się medium języka. Ten, z jednej strony przysłania sensy, gubi wątki w gęstej metaforyce, z drugiej tworzy naddatek znaczeń.

„Płaski koń” to 9 krótkich tekstów dziejących się gdzieś na obrzeżach rzeczywistości i ułudy, z bohaterami bez tradycyjnych znamion tożsamości. Do zwyczajności dokopać można się tu jedynie poprzez warstwy słów. Nie będzie to łatwe. Szybciej doświadczymy marszu słoików, ataku nagich starców, zaklinowania pokojówek w bawialni, nieba patrzącego prosto w oczy. Warstwa pierwsza to w istocie metafora.

Kundera pisał gdzieś, że metafory to zjawisko wielce niebezpieczne**. Szczepańska nie traktuje jego ostrzeżenia zbyt poważnie i za metodę pisarską obiera gry słowne ponad fabularnością. Bardzo gęste teksty tworzy między innymi budowanie zdarzeń na rozbijaniu związków frazeologicznych traktowanych dosłownie („Nie czytam między wierszami, ponieważ nie ma już poezji”***). Odżegnując się od racjonalności, tak traktowany język otwiera się na wszechświat możliwości. Nie zawsze wykorzystanych. Proza Szczepańskiej jest nierówna i mocno fragmentaryczna. Debiut często balansuje na granicy banału/bełkotu, choć mocno chcę wierzyć, że pisanie autorki nie jest jedynie wyciąganiem słów z kapelusza.

Zakładając, że na ostateczny kształt dzieła literackiego każdorazowy wpływ ma czytelnik, możemy uznać „Płaskiego konia” za raj nadinterpretatorów. Pierwsze czytanie otumania językiem. Każde kolejne wydobywa nowe sensy. Im głębiej w tekst tym lepiej, bo choć proza Szczepańskiej nie jest dla wszystkich (zarzut bełkotu) ma szanse dotrzeć do co cierpliwszych. Tych zauroczy chociażby krajobraz Febry i Kombinatu, ni to zewnętrzny, ni wewnętrzny:

„Spędzając noce w Kombinacie, bywałem obciążony cudzymi snami. Kleiły się do mnie pod powiekami, tworzyły smutne błonki i prosiły o fuzję. Zimą rodziło się ich najwięcej, wszystkie były nieopierzone i rozpaczliwie mi bliskie, włączałem je więc w swoje cynamonowe szlaki metaboliczne. W ten sposób sennie indukowany smutek udawało mi się omijać w nieprzychylnej rzeczywistości. Nad ranem budził mnie śmiech, pierwszy dowód niepoczytalności. O świcie wszystko uciekało od śmierci i udawało życie”****.

Niejednoznaczność wytworzona zabiegami językowymi naznacza styl Szczepańskiej oniryzmem. Niemożność dotarcia do sedna tekstu budzi przyjemny niepokój odbiorczy, drażniący i zapadający w pamięć. Całość jest męcząca, często przegadana, ale niewątpliwie interesująca i językowo mi bliska. Jakkolwiek porozrywane i niedopowiedziane historie są kolejnym objawem literackiego (ludzkiego) Pomiędzy. Jeśli więc to kolejna katastrofa, to czemu nie piękna jak tym razem.

*S. Szczepańska, Pomówienia, [w:] tejże, Płaski koń, Wrocław 2011
** „Metafory są rzeczą niebezpieczną. Z metaforami nie należy igrać. Miłość może się narodzić z jednej metafory” (M. Kundera, Nieznośna lekkość bytu)
*** S. Szczepańska, Febra, [w:] tejże, Płaski koń, Wrocław 2011
**** S. Szczepańska, Kombinat, [w:] tejże, Płaski koń, Wrocław 2011

Za książkę dziękuję wydawnictwu
oraz portalowi:


wtorek, 17 grudnia 2013

M. Tabaczyński, Widoki na ciemność






"O czymkolwiek bym tu nie próbował pisać (…) chciałbym pisać o widoku na ciemną szarość. Widok na ciemność nie jest monotonny. W tej ciemności błyskają dwa wybauszone świecidła i sypie się zewsząd grad ognistych much. Widok na ciemność to jest widok na chaos. A widok na chaos ma w naszym świecie silny walor wszechobecności. Jeżeli z czymś warto walczyć, to może ze statycznością. (…) On, ten świat, jest chaotyczny. Świecidła, goniące nie wiadomo dokąd wiedźmy, wreszcie, grad ognistych much...*


Zakładając we wstępie pisanie wbrew statyczności z jaką objawia się powierzchowna warstwa rzeczywistości, Tabaczyński otwiera przed sobą przestrzeń złożoną z niewypowiedzianego (niezauważalnego, albo zwyczajnie pomijanego w codziennym oglądzie świata). Mamy więc podmiot obserwujący, ciało odczuwające i zapisujące owe doznania, kontra rzeczywistość wyraźnie rozdzielającą się na dwie strefy. Po pierwsze mitycznego dzieciństwa. Po drugie nadmiernej całej reszty. Na nie z kolei kładą się klasyczne bieguny wartościowania: ciało i duch, użyte jednak w nowej konfiguracji.

Dla formalności należy dodać, że „Widoki na ciemność” to zbiór eseistyczny, tematycznie szeroki i na pierwszy rzut oka, zupełnie przypadkowy. Obok wspomnień z dzieciństwa znalazło się tu miejsce dla szkiców o Brechcie, komedii romantycznej, dekonstrukcji spamu erotycznego, w końcu adoracji maszyny do pisania. Wszystko bogate intertekstualnie: od Barthes'a po Muminki, językowo poprawne i przyjemne w odbiorze. Na dodatek okazać się może, że każdy z elementów zbioru znajduje się na właściwym miejscu, bo trzeba być niezłym ignorantem, by nie zauważyć słów kluczy, które raz po raz powracają w tekstach.

Wspomniane zwielokrotnione dychotomie, według których dzieli się rzeczywistość podmiotu, przebiegają klasycznym podziałem: dzieciństwo-dorosłość, cielesność-duchowość. Tym razem jednak w miejsce negowanego ciała wpisuje się abstrakcja. Charakterystyczna dla dzieciństwa namacalność łączy się ze wspomnieniami doświadczeń czysto fizycznych: zapach drewna w starym maglu, widok kurzu wirującego w świetle przekazują minimum treści a zaskakują intensywnością.

 Dzieciństwo staje się przestrzenią wypełnioną obrazami i czynnościami. W odróżnieniu od dorosłości: gęstej od rzeczy, przepełnionej przedmiotami i faktami, które w natłoku zacierają się i tracą na znaczeniu, są rozmyte, abstrakcyjnie bezsensowne, nieważne. Jedyną szansą na zbliżenie się do niej ma dać język.

Nazywanie, a więc namacalne ustanawianie istnienia, ma umocnić nowy świat, w którym jedynym aktem społecznego rytuału są zakupy, a wspomnienia są bardziej materialne niż rzeczywistość dziejąca się za rogiem. Ratunek w języku jest przede wszystkim ratunkiem samego aktu pisania: wspomnienie maszyny do pisania, zapisującej słowa w chwili ich tworzenia, staje się szansą na zachowanie namacalności. Ciało kontra oderwanie od niego, doświadczanie rzeczywistości poprzez ciało kontra szum informacyjny, prawda kontra epidemia sztuczności. Jest diagnoza, może nawet i wyjście ewakuacyjne. To jednak okazuje się zajęciem wstydliwym i niegodnym, kto to widział pisać o pisaniu.

„Widoki na ciemność” nie są zbiorem oczywistym, a próba jednoznacznej (nad)interpretacji wydaje się w ich wypadku nie tyle szkodliwa, co niemożliwa. Pamiętając, że ciemność jest pulsującym chaosem, o tyle strasznym co interesującym, warto spojrzeć na nią przez pryzmat Tabaczyńskiego. Okazuje się niespodziewanie, że ma on „ten sam widok – co ja, na ciemność”. Co nastraja całkiem melancholijnie**.


*M. Tanaczyński, Widoki na ciemność, Wrocław 2013, s. 5-6.
**T.Bernhard z motta do „Widoków na ciemoność”

Za książkę dziękuję wydawnictwu 

 oraz portalowi


poniedziałek, 11 listopada 2013

Noe. Za niegodziwość ludzi, Aronofsky, Handel, Henrichon



AUTOR: Aronofsky, Handel, Henrichon
TYTUŁ: Noe. Za niegodziwość ludzi
WYDAWNICTWO: SQN
LICZBA STRON: 72
OCENA: 7/10
 


Na ziemi spalonej mocą dwóch słońc, w otoczeniu barbarzyńskich hord wyniszczających resztki życia planety, mieszka Noe – mag, wojownik, ostatni z praworządnych. Ochrania potrzebujących, wierzy w przeżycie w zgodzie z naturalnym rytmem dni.

Ziemia nie przyjęła deszczu od tak dawna, że nikt już nie pamięta jego zapachu, mimo tego Noego zaczynają nawiedzać sny o zbliżającym się potopie.Co może wyjść, jeśli połączyć biblijny kanon i wyobraźnię Darrena Aronofskiego? Traktując składniki, jako jakość samą w sobie, można spodziewać się dzieła wybitnego. I tak jest w pewnym sensie. Wydany przez SQN komiks, bazujący na scenariuszu Aronofskiego, to przedsmak tego co widzowie ujrzą na wielkim ekranie na początku przyszłego roku.

Zapowiedziany na cztery części komiks o przygodach Noego, nie przypomina dotychczasowych dzieł Aronofskiego (por. np. „Pi”, „Requiem dla snu”, „Czarny Łabędź”). Pierwszy rzut oka na tom rozpoczynający serię dość jednoznacznie udowadnia, że kreowany świat będzie różnił się od pierwowzoru jedynie detalami. Te jednak genialnie rozbudują klimat łączący w sobie klasyczną fantastykę, postapokaliptyczne krajobrazy, zdehumanizowane potwory i uniwersalne wartości: ludzkie zło niezależne od czasu i miejsca, wieczną siłę cyklu życia, herosów ukrytych pod płaszczami włóczęgów.
O ile o jakości komiksu jako takiego służy siła wyrazu ilustracji, to grafiki do „Noego” autorstwa Niko Henrichona świadczą o genialnym przekazaniu maksimum treści fabularnej, przy minimalnym użyciu słów. Klimat zagłady budowany sepią i kontrastujące z nim błękity potopu, niesamowity dynamizm scen, precyzyjna kreska i konsekwencja jej użycia, świadczą o warsztacie na naprawdę wysokim poziomie. Przez typowy digital przebija się klasyczny ołówkowy szkic, całość łączy minimalizm w miejscu niedopowiedzeń. Rzetelnie zbudowane postacie i poprawna kompozycja kadrów są ilustracją przesłania – w miejsce tekstu, ten w istocie znany, staje się bazą do interpretacji, dla której kontekstem są z kolei grafiki Henrichona.

Jeśli ktokolwiek odważyłby się przywłaszczyć sobie kanoniczną historię i wyciągnąć z niej kolejne, zaskakujące dno, to tylko Darren Aronofsky. Dotychczasowe filmy ukazują, że potrafi wiele, komiksowa wersja Noego rozbudza jednak apetyt na znacznie więcej. Zaproszenie do współpracy Henrichona okazało się strzałem w dziesiątkę – jeśli ekranizacja chociaż w połowie dorówna komiksowi – sukces murowany. Pomijając bowiem wielkie nazwiska i podobnych rozmiarów nadzieje, trzeba szczerze przyznać, „Noe” to naprawdę dobry komiks. Wyróżnia się grafiką, pięknym wydaniem i nieprzegadaną treścią. Coś nowego w dzisiejszych komiksowych publikacjach.

D. Koontz, Odd Thomas. Diabelski pakt

AUTOR: Dean Koontz, Quennie Chan
TYTUŁ: Odd Thomas. Diabelski Pakt
WYDAWNICTWO: SQN
LICZBA STRON: 208
OCENA: 4/10
 
Spokojne miasteczko Pico Mondo niespodziewanie staje się areną kryminalnego wyścigu. Ktoś morduje dzieci, babysitter otrzymuje listy z pogróżkami od prześladowcy, w powietrzu wisi kolejna zbrodnia. Czas nagli, a trop szybko się urywa. Na szczęście lokalna policja ma wsparcie w... pewnym kucharzu z miejscowej naleśnikarni. Odd Thomas, mimo iż wygląda całkiem niepozornie, skrywa tajemnicę, która może pomóc w śledztwie. 

poniedziałek, 4 marca 2013

E.E. Schmitt, Intrygantki

AUTOR: Eric-Emmanuel Schmitt
TYTUŁ: Intrygantki
WYDAWNICTWO: Znak Literanova
LICZBA STRON: 240
OCENA: 5/10

„Poznałem tylko miłość cielesną, znałem jedynie wojnę. Myślałem, że delektuję się rozkoszą, a to było tylko podniecenie. (…) Uwielbiałem zwyciężać – i to wszystko. Kiedy je brałem w ramiona i osaczałem sobą (…). A potem była tylko smutna mechanika, by osiągnąć spełnienie. Kochałem się tak, jak matematyk prowadzi swe rachunki – z konieczności. (…) To wszystko było nieludzkie. Niczego nie doznawałem, a gdy wydawały z siebie krzyki, czułem, jakbym stał się ich niewolnikiem. A potem odchodziłem. (…) Od zawsze czekałem… Czekałem, aż któraś z nich mnie zatrzyma, zachowa przy sobie. Patrzyłem na nie, mówiłem: „Odchodzę” – i zawsze odejść mogłem bez przeszkody… (…) A jego straciłem…1” 

poniedziałek, 11 lutego 2013

M. Kruszona, Czarnomorze. Wzdłuż wybrzeża, w poprzek gór.


„Śmierć w języku polskim jest kobietą. W większości pozostałych języków bywa mężczyzną. (…) Ponury żniwiarz, genialny szachista, bezwzględny higienista, ale też Faust, Dracula i Moby Dick – wszystko to nie są kobiece role. (…) Kobieta raczej życie daruje, niż odbiera. Kobietami są Gruzja, Turcja, Ukraina, Mołdawia, Bułgaria i Rumunia... tak jak większość ojczyzn, a może lepiej lepiej macierzy, dbających o swoich mieszkańców. (…) I choć Argentyna, Uganda, Kenia, ale i Japonia, nie są wcale przyjaźniejsze od Niemiec, Chin i Meksyku, to jednak ja wybieram te pierwsze, stawiając je ponad nieżeńskimi Węgrami czy Niemcami”1.

Wybierając cel podróży zazwyczaj kierujemy się turystyczną popularnością miejsc, słynących z klasycznych zabytków, pięknych widoków i gościnnych gospodarzy. I nic w tym dziwnego, bo mało kto może pozwolić sobie na wyprawy w rejony nie do końca znane i bezpieczne, stąd podróż na stałe zrosła się w naszej świadomości z odpoczynkiem. Znam jednak człowieka, który pewnego dnia spakował plecak i nie mówiąc nikomu, wyruszył samotnie, autostopem w kierunku dawnego Czarnomorza. Gdy wrócił po pół roku, mało kto wierzył w te opowieści z pogranicza snu, ale wszyscy czuli zamkniętą w nim nostalgię za osobnym światem pogranicza. Michał Kruszona przebył podobną drogę i choć pisząc o niej, zaledwie muskał atmosferę mijanych miejsc, raz słyszane opowieści odżyły we mnie na nowo.

niedziela, 30 grudnia 2012

A. Pilaszewska, Przepis na życie

Szesnasta rocznica ślubu to nie byle co. Anka już od rana krzątała się po kuchni, przygotowując wystawne śniadanie i raz po raz poprawiając kokardkę na małym pudełeczku z super drogim prezentem dla kochanego męża. Ten w końcu budzi się, ale jakiś nie w sosie, wręcza jej płaski pakunek – tak jak co roku komedia romantyczna na dvd, która trafi na półkę do kolekcji nigdy nie oglądanych filmów kurzących się w kącie, a niedługo potem dokłada elektryzującą wiadomość – w jego życiu pojawiła się kobieta, cud natury, do której w te pędy musi się wyprowadzić. Nieszczęścia chodzą parami, dzień przyniesie Ance jeszcze kilka świetnych nowin...

środa, 19 grudnia 2012

K. Garcia, M. Stohl, Istoty chaosu

Zaczyna się od małych, pozornie nieznaczących zmian. Jedzenie traci smak, miasto trawi fala uporczywych upałów, któregoś dnia pojawia się plaga wielkiego robactwa, dotychczas przeciętny chłopak staje się szkolną gwiazdą. Nikt nie spodziewa się, że nastał kres starego porządku, a winną wszystkiego kolejny raz jest Lena.

niedziela, 9 grudnia 2012

M. Meyer, Saga księżycowa. Cinder.

Daleka przyszłość po IV wojnie światowej. Wysoko stechnizowaną rzeczywistość zniszczoną latami walk wewnętrznych, zamieszkują obok ludzi cyborgi i inteligentne maszyny. Zasiedlony Księżyc z apodyktyczną monarchią grozi wypowiedzeniem kolejnej wojny. W Nowym Pekinie panoszy się epidemia zakaźnej choroby, na którą nie ma lekarstwa. Postęp okazuje się nic nie warty, przed zarazą nie ostaje się nawet król. Mimo strachu przed nagłą śmiercią, przed którą nie ma ucieczki, ludność Nowego Pekinu żyje ostatnio czymś innym. Niedługo ma się odbyć Bal Królewski, na którym każda niewiasta będzie mogła spokojnie wzdychać do przystojnego księcia Kaia. Czym jest zaraza przy okazji do pokazania się w wystawnej sukni? To doprawdy emocjonujący moment w życiu wszystkich mieszkanek Nowego Pekinu, no może poza Cinder. Ta nie dość, że jest zwykłym mechanikiem, który musi zarobić na swoje utrzymanie w domu macochy, to jeszcze jest niepokornym cyborgiem... 

wtorek, 27 listopada 2012

S. Mrugowski, Strzygonia

Życia Nyjana zostało zaplanowane jeszcze przed jego urodzeniem. Przyrodzony dar magiczny miał zapewnić mu bytowanie w ciepłym świetle Nyi. Coś jednak poszło nie tak, kolejne próby udowadniają smutny fakt, chłopak nie ma w sobie za grosz tajemnej mocy. W tle Popiel formuje wojsko na kolejną wyprawę w celu odzyskania należnych mu ziem, Ulryk ugania się za Balladyną, Goplana kusi co piękniejszych młodzieńców. Mitologia miesza się z rzeczywistością, magia z krwawym realizmem. Na Nyjana zwraca uwagę pradawna istota, oferując mu nowe pokłady mocy. Wędrówka bohatera przez słowiańskie tereny mlekiem i miodem płynące namiesza w niejednym życiorysie. 

czwartek, 15 listopada 2012

R. Muchamore, Cherub #13 Republika

„Zasada funkcjonowania CHERUBA jest bardzo prosta (…). Dorośli rzadko podejrzewają, że dzieci w ich otoczeniu mogą szpiegować. (…) Gdybym wyruszyła na tajną misję, poderwała dilera narkotyków i jako jego dziewczyna zaczęła zadawać mu mnóstwo pytań dotyczących jego biznesu, najpewniej zacząłby podejrzewać, że jestem policjantką. Ale gdyby w jego otoczeniu zaczął się kręcić ktoś taki jak ty: dzieciak, który chciałby zarobić trochę kieszonkowego (…)? Nie możesz być kapusiem ani tajniakiem, bo masz dopiero jedenaście lat”1.

Brytyjski wywiad wpadł na genialny pomysł i stworzył specjalistyczną jednostkę szkolącą dzieci do zadań specjalnych. Wszędzie tam, gdzie tradycyjny agent wzbudzałby podejrzenia, można posłać niepozornego nastolatka, który szybko dowie się czego trzeba, pozostając niezauważonym. Tak powstał CHERUB, tajna komórka wywiadu, szkoląca małych agentów. Gdy w kampusie agencji pojawił się Ryan, nikt nie spodziewał się, że pierwsza z przydzielonych mu misji, okaże się najpoważniejszym przedsięwzięciem w historii CHERUBA.

sobota, 3 listopada 2012

F. Michaels, Gorąca wiadomość

Co zrobić, gdy niespodziewanie umiera ci ósmy z kolei mąż, wzbogacając twoją pokaźną już fortunę o kolejne miliony? Dla przyzwoitości pogrążyć się w żałobie na maksymalnie 10 dni (9 jeśli nie liczyć pogrzebu) a potem wpaść na genialny pomysł odnowienia kontaktów sprzed lat. Wygląda na to, że będzie dużo się działo. Szczególnie gdy za organizację spotkania zabiera się prawie 70letnia ekscentryczka i jej równie nietypowe przyjaciółki z młodości...

sobota, 27 października 2012

T. Peterson, Preludium brzasku

Ameryka końca XIX wieku. Nastoletnia Lydia zostaje wydana za mąż za potentata w branży pogrzebowej - okrutnego tyrana, Floyda Graya. Małżeństwo, zawarte na zasadzie umowy biznesowej, staje się początkiem lat strachu i cierpień. Pogodzona ze swoją sytuacją, Lydia żyje otoczona zbytkiem, jako kolejny eksponat w rezydencji męża. Bita i poniżana, nieakceptowana przez dorosłe dzieci Floyda, coraz częściej spogląda w kierunku portretu jego pierwszej żony, która pewnej nocy, nie mogąc dłużej wytrzymać przemocy, wyskoczyła przez okno z najwyższego piętra domu. Lydia wie, że jedyną ucieczką od cierpień może być śmierć.

piątek, 19 października 2012

Stos październikowy, konkurs

Październik upłynie mi czytelniczo całkiem różnorodnie. W stosie recenzenckim znalazły się bowiem:

Od Sztukatera:
F. Michaels, Gorąca wiadomość
W. Muller, Jak wyjść z depresji
S. Mrugowski, Strzygonia
R. Muchamore, Republika
T. Peterson, Preludium brzasku
M. Piechowicz, Nieb@jka

Od Promic:
T. Nagi, Listy do dzieci
Hermanowicz, Przeżyłem sowieckie łagry
Witzenbacher, Kadisz dla Ruth
Payment, Perły mądrości Indian

Od dużeKa:
M. Trawnicki, Sztukmistrz


Tradycyjnie zachęcam do wzięcia udziału w konkursie. Poleć mi jesienne czytadło, wygraj bon do księgarni oraz książkę:




wtorek, 16 października 2012

M. Piechowicz, Nieb@jka

----------------------------------------

Zachęcam do udziału w konkursie.

-----------------------------------------------------

Wyobraź sobie, że pewnego dnia po prostu budzisz się i uświadamiasz sobie, że całe twoje dotychczasowe życie nie ma sensu. Człowiek, który śpi u twego boku, nigdy wcześniej nie wydawał ci się bardziej obcy, perspektywa pracy, do której zaraz musisz się udać, odrzuca cię na samą myśl, że jest w zasadzie nikomu nie potrzebna, nie masz czasu ani ochoty na rozwijanie zainteresowań (o ile jakieś, daj Boże, posiadasz), z trudem poznajesz twarz, która spogląda na ciebie z lustra. Pora coś zmienić, stwierdzasz, pora zacząć życie od nowa.

wtorek, 9 października 2012

P. Roth, Nemezis

„Raz ma się szczęście, innym razem nie. Każda biografia jest ciągiem zbiegów okoliczności i od momentu poczęcia szczęście – tyrania przypadku – przesądza o wszystkim”1.


Senny krajobraz prowincjonalnego Newark lat 40. w ciągu kilku chwil porzuca klimat beztroski, odkąd nad miastem zawisła groźba epidemii polio. Wizja kalectwa i śmierci unosi się ponad żarem dni upalnego lata. Potencjalnie każde dziecko jest zagrożone.

poniedziałek, 8 października 2012

S. Drożdżyk, Identyfikatory

„One boją się światła. Wychodzą w nocy, a jak tylko mnie zobaczą, to uciekają i znowu chowają się pod szafę. Mogą tak przesiedzieć kilka dni. Ale ja je tępię. Konsekwentnie. Chcesz zobaczyć? To przyjdź do mnie dzisiaj w nocy. Na pewno wyjdą. Musisz tylko wejść po cichu i nie zapalać światła. Żadnego. Nawet latarki. I weź ze sobą deskę. Ja je zabijam deską”1.

Czasem rzeczywistość odkształca się na tyle, że na powierzchnię normalności przedostają się absurdalnie wykrzywione stwory z naszych snów. W jednej chwili okazuje się, że jeśli dobrze się postarać, to uda nam się przecisnąć od dziurkę od klucza, albo wyciąć z głowy kilka niepotrzebnych emocji. Po ulicach obok jednostek, które w wolnych czasie lubią zjeść dobrą książkę, lewitują zwykli obywatele. Czasem świat robi się całkiem dosłowny...

niedziela, 7 października 2012

D. Warkomska, Droga 66 (audiobook)

„Would you get hip to this kindly tip
And go take that California trip
Get your kicks on Route 66”1.

86 lat istnienia, 2448 mil długości rozpiętych pomiędzy 8 stanów USA, nieskończona ilość podróżnych, historii przeżytych w przydrożnych barach, na trasie, będącej wszystkim co zawiera się w pojęciu „Ameryka”. Pomimo iż w '85 straciła status drogi stanowej, stała się jedną z najważniejszych atrakcji turystycznych Stanów Zjednoczonych. O niej śpiewali Nat King Cole, The Rolling Stones i Depeche Mode, o niej pisali London i Steinbeck. Droga 66 – Droga Matka, Droga Legenda, symbol wolności, nieskończonych możliwości, przygody.

czwartek, 27 września 2012

Stosik i współpraca

Wrześniowy stosik recenzencki prezentuje się raczej skromnie, bo choć czekam jeszcze na kilka książek, postanowiłam nadrobić zaległości z poprzednich miesięcy oraz poczytać w końcu coś z własnego wyboru ;)

Z akcji wymiankowych pojawiły się tu jednak:
Mistrz, A. Andrews
Jak przeżyć w fantastycznonaukowym wszechświecie, Ch. Yu
Nadworny malarz, J. Baltassat
Samotnik z ulicy Rosengracht, S. Miano
Baśnie Narodów Byłych Republik Radzieckich

Od Studia Astropsychologii:
Joga. Ilustrowany przewodnik anatomiczny, L. Kaminoff
Opowieści buddyjskie, A. Brahm
Malując przyszłość, L. Hay, L. Lauber
Mój najlepszy nauczyciel, W. Dyer, L. Lauber

Od Sztukatera:
Droga 66, D. Warakomska (audiobook)
Identyfikatory, S. Drożdżyk
Nemezis, P. Roth

Od Edgarda:

Udało mi się również nawiązać współpracę z jednym z moich ulubionych wydawnictw: