piątek, 17 sierpnia 2012

N. Gaiman, Śmierć

A teraz coś z zupełnie innej beczki: czas na komiksy !


Neil Gaiman to już nie człowiek. To instytucja produkująca na zawołanie fabuły oscylujące na granicy dobrego smaku i chorej fascynacji, podobające się milionom, zapraszające do alternatywnych światów, które raz na jakiś czas kryją się za kuchennymi drzwiami. Od czasu gdy na światło dzienne wyjrzał Sandman, moja prywatna skala wartościowania komiksów została wywrócona do góry nogami. Wszystko zaczęło się od hipnotyzujących okładek autorstwa McKeana, będących pożegnaniem z klasycznym amerykańskim stylem, który do tej pory był wyznacznikiem sukcesu komiksu. Te stały się swoistym preludium do przyszłego szaleństwa. Chwilę później uderza sam pomysł: żegnajcie napakowani superbohaterowie i nieziemskie siły, do głosu dochodzi przesiąknięty nihilizmem Władca Snów w kontekście naszej tkliwej codzienności: brudnej, krwawej i jak zwykle okrutnej. Tym razem jednak historia snuta przez Gaimana porzuca oniryzm za sprawą znacznie bardziej sympatycznej bohaterki: wesołej siostry Sandmana – Śmierci.

Starsza siostra towarzyszy Sandmanowi od samego początku. Możemy spotkać ją już w pierwszym tomie serii: „Preludia i nokturny” w opowieści „Odgłos jej skrzydeł”. Spin-off skupiający się na jej osobie składa się z dwóch historii: „Wysokiej ceny życia” oraz „Pełni życia”. Jak zwykle część grafik wykonał niesamowity McKean, za rysunki zabrali się drużynowo Bachalo, Buckingham i Pennington z cudownie brudnym kolorowaniem Oliffa. Te są jak zwykle najwyższej klasy, zarówno poziom dopracowania szczegółu przy tak czystej kresce jak i kadrowanie to dla mnie graficzne mistrzostwo, które fantastycznie kontrastuje z somnambulicznymi przerywnikami McKeana. 

Jak można się było spodziewać, Śmierć autorstwa Gaimana nie jest posępnym kosiarzem, kryjącym kości i zgniliznę pod czarnym płaszczem. Nie przychodzi ukradkiem, by w chłodzie poranka zabrać dusze śmiertelników. Nikogo nie przeraża, bo nikt raczej nie uwierzy, że ta niepozorna dziewczynka w gotyckich ciuszkach jest panią życia. Nie uwierzył w to także bohater pierwszej z historii, 16-letni Sexton (o estetycznej urodzie Cobaina), który pod wpływem przygniatającego go bólu istnienia postanawia zakończyć swój żywot. Zanim jednak się do tego zabierze, spotyka na swojej drodze ekscentryczną dziewczynę, która podobna straciła niedawno całą rodzinę, a teraz widocznie coś jej się poprzestawiało w głowie, skoro rozpowiada na prawo i lewo, że jest Śmiercią. Mimo tego wyruszy z nią w nocną wyprawę, w poszukiwaniu zagubionego serca antycznej wariatki ulicami miasta, w czym usilnie przeszkadzać im będzie zgraja szaleńców, którzy na odległość wyczują pojawienie się w ich okolicy nieuchwytnej mieszkanki zaświatów. 

Jak to u Gaimana bywa, mówiąc o śmierci dowiadujemy się najwięcej o życiu i jego przejawach, w absolutnie niefascynującej codzienności, która za sprawą elementu dziwności, nagle wykrzywia się w najmniej spodziewane kierunki. 

Trochę słabiej prezentuje się „Pełnia życia”, w której podążymy tropem znanych z serii o Sandmanie (np. „Zabawa w Ciebie”) zakochanych w sobie Hazel i Foxyglove. Te będą musiały się zmierzyć nie tylko z ich nowym potomkiem, karierą artystyczną, ale i zmienić na moment swój punkt widzenia i udać się na wyprawę w zaświaty, by przypomnieć sobie co jest ważne w życiu. Brzmi banalnie i takie w istocie jest, jak każda rozmowa o Wielkich Sprawach. Trąci pseudo filozofią, ale nie przeszkadza to przecież w rozkoszowaniu się doskonałą grafiką. Nie przekonuje również pogadanka o zapobieganiu AIDS, która niewytłumaczalnie znalazła się pomiędzy historiami. Całość wywiera mimo tego ogromne wrażenie, szczególnie, gdy ma się przed sobą elegancko wydaną wersję papierową. 

Komiksy powstałe według scenariusza Gaimana zwykło się określać jako inteligentne zabawy z dorosłym czytelnikiem. Tak i tym razem, choć spin-off nie dorównuje głównej linii Sandmana, mamy przed sobą doskonale dopracowany album, z charakterystyczną bohaterką: wesołą i życzliwą Śmiercią, która nie dość, że potrafi współczuć i pokochać całą ludzkość, to jeszcze ma się wrażenie, że żyje pełniej od nas.

9 komentarzy:

  1. czytałam jej książke. NIe była zła. Zapewne sięgne po inne ksiazki jej autorstwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha :D jej? przecież Gaiman to on.

      Usuń
    2. XDDD Aga, może o czymś nie wiemy XD

      Usuń
  2. Gaimana czytałam zaledwie "Koralinę", "Księgę cmentarną" oraz zbiór "Dym i lustra" - pewnie prędzej czy później dotrę i do komiksu, choć ta forma to najzwyczajniej nie moja broszka:)
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja cały cykl o Sandmanie polecam, jak dla mnie magiczny :)

      Usuń
  3. Komiks Gaimana? No będę musiała się za nim rozejrzeć... Zapowiada się ciekawie, a po "Nigdziebądź" i zbiorze "Dym i lustra" z chęcią sięgam po twory tego autora ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie czytałam jeszcze żadnej książki tego autora, ale mam ogromną chęć na "Nigdziebądź" oraz "Dym i lustra". Za komiksami nie przepadam, więc nie sięgnę.

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam w planach zapoznanie się z twórczością Gaiman'a ;)

    OdpowiedzUsuń