wtorek, 9 października 2012

P. Roth, Nemezis

„Raz ma się szczęście, innym razem nie. Każda biografia jest ciągiem zbiegów okoliczności i od momentu poczęcia szczęście – tyrania przypadku – przesądza o wszystkim”1.


Senny krajobraz prowincjonalnego Newark lat 40. w ciągu kilku chwil porzuca klimat beztroski, odkąd nad miastem zawisła groźba epidemii polio. Wizja kalectwa i śmierci unosi się ponad żarem dni upalnego lata. Potencjalnie każde dziecko jest zagrożone.

Choć władze apelują o rozsądek i zachowanie spokoju, rodzice najchętniej nie wypuszczaliby dzieci z domów. Napięcie podsyca brak wiedzy o przyczynach i sposobie rozprzestrzeniania się choroby. Ale przecież trzeba żyć normalnie.

Bucky Cantor, mimo wizji zbliżającej się katastrofy, każdego dnia prowadzi zajęcia na miejscowym boisku sportowym. Słaby wzrok stanął mu na przeszkodzie w spłaceniu obowiązku wobec ojczyzny – zamiast do wojska trafia do szkoły, gdzie pełni obowiązki nauczyciela wfu. Prywatna porażka nie przekłada się na jego kontakty z otoczeniem, jest uwielbiany przez uczniów, a zasady odwagi i honoru, którymi posiłkuje się w życiu, wzbudzają w nich szczery podziw i oddanie. Mimo że wszyscy pozornie ignorują fakt choroby, ta powoli zbiera coraz większe żniwo. Coraz więcej uczniów Cantora zapada na polio, gdy ten otrzymuje propozycję wyjazdu do narzeczonej, poza obręb zagrożenia. 

Brzmi dziwnie znajomo? Oczywiście, kontekst „Dżumy” Camusa jest tu aż nazbyt widoczny. Typowe, niczym nie wyróżniające się miasteczko, bohater-everyman targany sprzecznymi uczuciami. Wychowanie w duchu honoru i poczucie obowiązków wobec uczniów kłóci się z prywatną potrzeba miłości spełnionej, strachem przed chorobą, ale też samą konfrontacją z nieuniknioną wizją śmierci, która w jednej chwili stała się powszedniością. Tak jak u Camusa pobrzmiewa tu nuta dywagacji z Bogiem, cierpieniem i koniecznością. Bucky nie jest jednak szlachetnym doktorem Rieux i egoizm wygrywa w nim z powinnością. Nie spodziewa się jednak, że opuszczenie miasta nie jest równoznaczne z odcięciem się od problemów. 

Ciąg wydarzeń, w które wplątuje się Cantor przywodzi na myśl topos winy tragicznej. Pozornie nieznaczące sytuacje, podstawowe wybory, których trzeba dokonać, doprowadzają do klęski bohatera. Wydawać by się mogło, że nie ma w istocie dobrych decyzji, bo przeznaczony los musi się dokonać w taki czy inny sposób.

Roth w oszczędnej formie przeprowadza analizę katalogu emocji, które targają człowiekiem w obliczu obezwładniającego niebezpieczeństwa i związanej z nim bezsilności. Stawia w jej obliczu podstawowe (retoryczne) pytania człowieka wątpiącego: o cel, granice i powód cierpienia, o Boga prawodawcę nieszczęść, ale przede wszystkim o źródło tragedii, za którą zawsze stoi personalna wina. Gorzkie wnioski o niezbywalnym przeznaczeniu, zapisanym z góry losie, mieszają się z poczuciem akceptowalnej bezsilności. Być może Cantor zbyt łatwo daje się ponieść życiu, które dzieje się samo bez jego udziału, choć z drugiej strony, w obliczu tak wielu spraw, na które nie ma wpływu, czy pojedynczy zryw miałby jakiś sens?

„Nemezis” to książka o daleko idącej akceptacji losu i marności ludzkich działań. Pozostawia poczucie niepokoju i wątpliwości. W końcu z dwojga złego, nawet jeśli nie mamy wpływu na własny los, co nam szkodzi próbować go zmienić. W ogólnym rozrachunku zgarniemy więcej, nawet jeśli życie to ciąg z góry przesądzonych bolesnych upadków.


Za książkę dziękuję wydawnictwu:
 oraz portalowi:


1P. Roth, Nemezis, Warszawa 2012, s. 179.

3 komentarze:

  1. zapowiada się dość ciekawie
    ale okładka w moim odczuciu jest koszmarna..

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna pozycja :) Okładka rzeczywiście nie najpiękniejsza, ale z doświadczenia wiem że są 100 razy gorsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie mogę się przekonać do pisarstwa tego autora. Czytałam tylko "Dziedzictwo" i tak mnie wymęczył, że postanowiłam nie czytać nic więcej co wyszło spod jego pióra:)

    OdpowiedzUsuń